Niektórzy z nas korzystają z przeróżnych polis ubezpieczeniowych: ubezpieczenia szyby telefonu od upadku, ubezpieczenia od złej pogody w biurze podróży, ubezpieczenia od utraty zniżek w przypadku wypadku komunikacyjnego, ubezpieczenia na wypadek zdiagnozowania raka czy ubezpieczenia na wypadek utraty pracy. Inni ograniczają korzystanie z ubezpieczeń do niezbędnego minimum: ubezpieczenie OC samochodu czy ubezpieczenie kredytowanej nieruchomości w minimalnym wymaganym zakresie. Niektórzy dochodzą do ekstremum, tłumacząc że zakłady ubezpieczeń nie prowadzą uczciwego biznesu i zarabiają na niewypłacaniu należnych odszkodowań.

Jako praktyk rynkowy i osoba wielokrotnie projektująca produkty ubezpieczeniowe w niniejszym wpisie rozprawię się z tym czym tak naprawdę jest fakt wykupienia ubezpieczenia i w jakich wypadkach powinniśmy z tego korzystać. W tym celu przytoczę definicję ryzyka i możliwe sposoby radzenia sobie z nim. Ponadto wytłumaczę czym jest, jakie wady i zalety niesie ze sobą samoubezpieczenie. Na koniec podzielę się moim podejściem do ubezpieczeń i dlaczego akceptuję fakt, że niedługo się może się ono zmienić.

To nie będzie wpis o tym w jaki sposób najlepiej kupić ubezpieczenie, na co zwrócić uwagę lub czym się różnią poszczególne zakłady ubezpieczeń. Skupimy się bardziej na kwestii czy w ogóle poszukiwać ubezpieczenia od danego rodzaju ryzyka. Ze względu na specyfikę polskiego rynku -zakup ubezpieczenia to zupełnie inny temat, który pokryję oddzielnym wpisem.

Czym jest ryzyko?

Zacznijmy od początku. Instuicyjnie wiemy, że nie byłoby potrzeby wykupowania ubezpieczenia gdyby nie występowało ryzyko wystąpienia jakiegoś zdarzenia (wypadku, choroby, utraty pracy, pożaru mieszkania, przerwanej podróży, zgubionego bagażu itp.). Intuicyjnie myślimi o negatywnych zdarzeniach, jednak ryzyko nie zawsze jest postrzegane negatywnie.

Wyobraźmy sobie np. ryzyko wystąpienia deszczowej pogody. Z perspektywy lokalnego sprzedawcy lodów materializacja tego ryzyka była zdecydowanie negatywna, bo zniechęciła by konsumentów do zakupu lodów. To samo ryzyko z perspektywy lokalnego sprzedawcy parasoli byłoby postrzegane jednoznacznie pozytywnie, bo zwiększałoby zapotrzebowanie na jego produkty. Pomyślmy teraz o odwrotnej sytuacji: ryzyko wystąpienia idealnej pogody miałoby odwrotne skutki: sprzedawca lodów mógłby liczyć na ponadprzeciętną sprzedaż, podczas gdy sprzedawca parasoli na niższą niż zazwyczaj.

Zarówno wystąpienie nadzwyczajnie dobrej i nadzwyczajnie złej pogody jest ryzykiem, którego materializacja może mieć różne skutki dla różnych odbiorców. W związku z tym, ryzyko jest zazwyczaj definiowane jako zmienność, niepewność, rozbieżność w stosunku do oczekiwań lub prognoz czy prawdopodobieństwo wystąpienia nieprzewidywanego zdarzenia. [Van Horne J.C., Wachowicz J.M., Fundamentals of Financial Management, s. 91.]

Ponadto, ryzyko na rynku finansowym jest po prostu jedną z kolejnych zmiennych. Nie jest postrzegana negatywnie, a wzrost niepewności czy spadek niepewności są po prostu normalnymi stanami rynku kapitałowego, a nie realnym niepokojem dla bardziej doświadczonych uczestników.

Czym jest ubezpieczenie?

Rozumiejąc czym jest ryzyko, wypada omówić jak możemy sobie z nim radzić. Znów – intuicyjnie, jeśli zimno i pada deszcz, a my jesteśmy w krótkim rękawku to nie wychodzimy na zewnątrz, ponieważ ryzyko złapania przeziębienia jest znaczące. Tym samym unikamy ryzyka. Jeżeli sprzedawca lodów z poprzedniego przykładu rozszerzy prowadzoną działalność o sprzedaż parasoli – oznacza to, że zdecydował się zdywersyfikować prowadzoną działalność. Trudno jednak oczekiwać, że osoby obawiające się ryzyka zbicia szybki w telefonie, zdecydują się nie kupować telefonu (uniknąć ryzyka) lub kupić 3 różne telefony, na wypadek gdyby w którymś zbiła się szybka. Na szczęściej istnieje 6 metod zarządzania kategoriami ryzyka [Weron R., Korporacyjne spojrzenie na zarządzanie ryzykiem, s. 47], które możemy dostosować do finansów osobistych:

  1. Ponoszenie ryzyka – Mimo świadomości istniejącego ryzyka decydujesz się na jego przyjęcie w całej wysokości. Jest to zazwyczaj podejście odpowiednie dla potencjalnie małych lub zaniedbywalnie małych strat z punktu widzenia naszego życia / naszego przedsiębiorstwa.
  2. Własne pokrycie ryzyka – Jest to takie dostosowanie podejmowanych działań, by nabywane produkty czy usługi zawierały już mentalnie cenę za ryzyko poprzez np. systematyczne odkładanie pieniędzy. Przykładowo, przy zakupie telefonu możemy odkładać pieniądze na jego ewentualną naprawę .
  3. Dywersyfikacja ryzyka – To rozproszenie ryzyka na większą ilość podmiotów, produktów czy usług zamiast ograniczania się do jednego produktu. Przykładowo – to zrobienie zdjęcia swojemu dokumnetowi, trzymanie kopii dokumentu oraz samego dokumentu na wypadek gdybyśmy go zgubili na wyjeździe.
  4. Kompensacja ryzyka (hedging) – Rodzaj rzadziej spotykany w finansach osobistych, jednak chodzi o takie ustawienie naszego interesu, by niezależnie od materializacji lub braku materializacji ryzyka – Twoja sytuacja była taka sama (lub bardzo podobna). Strata z jednego z produktów czy transakcji jest kompensowana zyskiem z innego produktu czy transakcji.
  5. Przeniesienie ryzyka Typowym przykładem przeniesienia ryzyka jest umowa ubezpieczenia, w ramach której w przypadku wystąpienia szkody ubezpieczony uzyska odszkodowanie kompensujące poniesioną szkodę.
  6. Unikanie ryzyka – Jest to najpewniejsze zabezpieczenie przed ryzykiem, lecz jednocześnie mało praktyczne i rzadko stosowane. Ciężko sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś nie decyduje się na podjęcie jakiejś obiektywnie dobrej decyzji, ale nie decyduje się jej podjąć ze względu na występujące ryzyko. Przykładem może być rezygnacja z zakupu telefonu z powodu obaw o jego upuszczenie (omawiana wcześniej) albo rezygnacja z zakupu portfela z powodu ryzyka jego zgubienia.

Ubezpieczenie jest więc jedynie jedną z wielu opcji radzenia sobie ze zidentyfikowanym ryzykiem. Jednak ze względu na siłę podmiotów ubezpieczeniowych jest zazwyczaj jednym z pierwszym rozwiązań, o jakim myślimy.

Zakup polisy ubezpieczeniowej jest w zasadzie częściowym lub pełnym przeniesieniem skutków wystąpienia określonego ryzyka (zawartego w OWU) na ubezpieczyciela w zamian za z góry określoną kwotę (składkę). Oczywiście, w obszarze finansów osobistych nie ubezpieczamy się na szczególnie pozytywne skutki ryzyka – stąd ubezpieczenia głównie pokrywają negatywne skutki. To co jest istotne to znajomość dokładnych warunków jakie ubezpieczenie pokrywa, a czego nie pokrywa – najgorsze, co może Cię spotkać to zakup ubezpieczenia, przeświadczenie o byciu ubezpieczonym oraz uświadomienie sobie, że ryzyko które rzeczywiście wystąpiło nie jest pokryte przez posiadaną umowę. Chciałbym powiedzieć, że to szczątkowe przypadki, jednak przeczy temu doświadczenie ubezpieczycieli, którzy zmagają się z zgłaszaniem szkód np. z tytułu ubezpieczenia turystycznego (podczas uprawiania sportu z listy sportów esktremalnych), z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego na prostą wizytę (ponieważ obowiązuje franszyza redukcyjna w wysokości kosztu tej wizyty) czy ubezpieczenie od kradzieży danego przedmiotu (które jednak nie obowiązuje ponieważ pozostawiłeś przedmiot w obszarze bez odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa).

By dokładniej zrozumieć, co tak naprawdę pokrywa Twoje ubezpieczenie, kluczowe pojęcia to: franszyza integralna, franszyza redukcyjna, wymóg doubezpieczenia, indeksacja składki, karencja, nadubezpieczenie, szkoda całkowita, szkoda częściowa. Wszystkie te pojęcia będę wyjaśniać na moim blogu, jednak ten wpis nie miał być o dokładnym wyborze ubezpieczenia, a o decyzji o nabyciu ubezpieczenia na określony rodzaj ryzyka.

Kiedy warto kupić ubezpieczenie, a kiedy rozważyć samoubezpieczenie?

Po pierwsze – w niektórych sytuacjach legislator bądź praktyka rynkowa wprowadziła wymóg posiadania ubezpieczenia. Jest to np. konieczność posiadania ubezpieczenia OC dla właścicieli pojazdów mechanicznych czy konieczność posiadania ubezpieczenia murów nieruchomości na potrzeby uzyskania i posiadania kredytu hipotecznego. W niektórych przypadkach jest to także składka na ubezpieczenie turystyczne przy zorganizowanym wyjeździe turystycznym. W wypadku tych ubezpieczeń wyboru nie mamy – posiadać je musimy, a to co możemy zrobić to znaleźć najlepsze & najtańsze – będzie o tym oddzielny wpis.

Po drugie – w niektórych sytuacjach ubezpieczenie jest nam dokładane bezkosztowo, a dobrym przykładem może być ubezpieczenie wbudowane do posiadanej karty kredytowej czy ubezpieczenie danej transakcji w internecie w postaci przesyłki czy dostarczenia produktu. Czasami detaliści oferują także przedłużenie ubezpieczenia kupowanego przedmiotu o 1 rok bez ponoszenia kosztów (a np. w zamian za podanie adresu e-mail i zapisanie do programu lojalnościowego).

Dwie pierwsze kategorie nie wymagały od nas aktywnego podejmowania decyzji, jednak kluczowe jest by przed zakupem nowego ubezpieczenia sprawdzić zakres już posiadanych ubezpieczeń (np. ubezpieczenie turystyczne pracodawcy może obowiązywać także przy wyjazdach prywatnych, a ubezpieczenie w karcie kredytowej może zastąpić ubezpieczenie bagaży czy naprawy prostego sprzętu w domu).

Co do zasady, nabywanie ubezpieczenia wiąże się z koniecznością poniesienia dodatkowej opłaty w celu ograniczenia negatywnych skutków ryzyka. Przykładowo, jeżeli jest 20% ryzyka, że upuścimy telefon i naprawa go będzie kosztowała 1000zł to ubezpieczyciel będzie musiał pobrać od nas zauważalnie więcej niż 200zł, bo musi ponieść także koszt osób towarzyszących sprzedaży, obsługujących Ciebie czy chociażby administujących całej polisie ubezpieczenia. Oczywiście, ubezpieczyciel prowadzi działalność by wykazać zysk, a w znaczącej części będzie on pochodzić z naszych składek.

Dlatego też, decyzja o nabyciu ubezpieczenia, tj. świadoma decyzja o „przepłaceniu” za określone ryzyko ma sens wtedy gdy:

  1. Masz poczucie bycia w grupie zwiększonego ryzyka na dany aspekt
  2. Wysokość ewentualnej straty byłaby nie do zniesienia dla naszej sytuacji finansowej.

Jeżeli chodzi o punkt 1) – ubezpieczyciele nieustannie aktualizują swoje modele ryzyka, co zazwyczaj ogranicza możliwość nam, konsumentom, wykorzystania swojej indywidualnej sytuacji. Ponadto, ubezpieczyciele zazwyczaj proszą o dodatkowe dane, które dla nich są kluczowe dla wyznaczenia ceny nie tylko za dany zakres ubezpieczenia, ale także biorąc pod uwagę naszą indywidualną sytuację. Według mnie – nawet jeśli uda nam się jedno- lub dwukrotnie wykorzystać naszą sytuację, uważam że szansa na to będzie się zmniejszać z każdym rokiem i ewoluującymi modelami ryzyka ubezpieczycieli.

Punkt 2) nie zależy tak naprawdę od ubezpieczyciela czy analizy ryzyka, a zależy znacząco bardziej od naszej stabilności finansowej. Przykładowo – jeżeli ewentualny upadek czy utrata telefonu nie zrujnuje naszej sytuacji finansowej (nie powinien!) to uważam, że należy się dwa razy zastanowić czy ewentualnej składki nie przełożyć na inwestycje, a w przypadku wystąpienia negatywnego zdarzenia – pokryć z nich cała wysokość szkody. Inna jest sytuacja np. ubezpieczenia turystycznego w egzotycznym miejscu podczas ekstremalnych czynności. Koszt ratowania nam zdrowia może wynosić wysokie setki tysięcy czy miliony złotych, które mogą nie być łatwe do poniesienia przez naszą sytuację finansową. Wtedy konieczność „przepłacenia” w składce ubezpieczeniowej w zamian za spokój ducha o takiej skali może być w zupełności uzasadniona.

Podobnie, jeżeli Twój majątek składa się wyłącznie z 1 mieszkania na wynajem kupionego na kredyt – porządne ubezpieczenie go może być rozsądną decyzją, ponieważ ewentualny problem (zalanie, pożar, wypadek, zawalenie, wybuch gazu itp.) może być rujnujący finansowo. Inaczej wygląda sytuacja osoby z 50 mieszkaniami w różnych miastach, której pożar jednego z mieszkań będzie dotkliwy finansowo, jednak nie w takim stopniu jak dla osoby pierwszej.

I tu dokładnie pojawia się istota samoubezpieczenia, czyli świadomego ponoszenia określonego rodzaju ryzyka poprzez ewentualne pokrycie jego skutków z naszego kapitału. Na potrzeby zilustrowania jak działa samoubezpieczenie założmy, że poważna awaria występuje w 1 na 50 mieszkań. Tym samym, druga osoba z naszego przykładu mogłaby się spodziewać, że będzie musiała ponieść koszt naprawy awarii statystycznie jednego mieszkania rocznie (oczywiście w danym roku może to być 0 lub więcej niż 1 naprawa). Gdyby w zamian za to, chciałby ubezpieczyć wszyskie te mieszkania – musiałby ponieść kwotę znacząco wyższą, bo ubezpieczyciel musiałby ponieść koszt wystawienia, obsługi i administracji 50 polis, pobierania płatności, podatków, koszty sprzedaży, zysku na działalności itp.

Podobnie, w przypadku wyjazdu turystycznego możemy zapytać o możliwość ubezpieczenia wypłacającego odszkodowanie w przypadku wystąpienia szkody w wysokości pomiędzy 10 tys. złotych a 5 mln złotych (czyli o franszyzie redukcyjnej w wysokości 10.000zł). Tym samym ubezpieczyciel znacząco obniży koszt naszego ubezpieczenia, a my zapewnimy sobie spokój ducha na wysokie sumy ubezpieczenia, biorąc na siebie odpowiedzialność za mniejsze problemy zdrowotne. Na marginesie – czy jeśli musiał(a)byś skorzystać z lekarza za granicą za 40 USD, będziesz przedstawiać wszystkie dokumenty po powrocie do hotelu, a potem kraju – czy odpuścisz z wygody, z powodu zgubionego potwierdzenia zapłaty czy rachunku za wykupione leki? Jeżeli przewidujesz, że nie będziesz chciał – spytaj koniecznie o samoubezpieczenie (ponownie profesjonalna nazwa: franszyza redukcyjna) w tym pierwszym zakresie kwotowym ubezpieczenia w zamian za obniżenie składki (kosztu) ubezpieczenia.

Moje podejście do ubezpieczeń i samoubezpieczenia

Wszystkie obowiązkowe i dobrowolne ubezpieczenia wynoszą w moim przypadku w sumie nieco ponad 20zł miesięcznie: posiadam jedno mieszkanie na kredyt hipoteczny, gdzie najtańsza opcja ubezpieczenia to właśnie 17zł miesięcznie. Dodatkowo płacę dosłownie parę złotych w podatku od benefitu od pracodawcy – czyli prywatnej opieki medycznej. Nie posiadam samochodu, więc odpada ubezpieczenie OC.

Zawsze wykupuję ubezpieczenie turystyczne przy podróżach poza Europę – w szczególności z wysoką kwotą ubezpieczenia w przypadku podróży do odludnych miejsc lub państw z bardzo drogą służbą zdrowia (np. USA). Jednak nie wykupuję standardowego ubezpieczenia, pokywającego niemal wszystkie koszty do określonej kwoty ubezpieczenia, a wybieram takie z wysoką franszyzą redukcyjną (nawet do 10.000 USD) w zamian za znacząco niższą składkę ubezpieczeniową i jednocześnie wyższą kwotą ubezpieczenia. Powód jest prosty: nie boję się poniesienia kosztów leczenia przeziębienia, zatrucia czy wypadku o małej skali, którego leczenie nie przekroczy kilkunastu tysięcy dolarów. Obawiam się jednak bardzo poważnych wypadków, które będą wymagały natychmiastowego transportu (nierzadko dedykowanym środkiem transportu, np. helikopterem), nagłej poważnej operacji czy długiej hospitalizacji. Dlatego też, np. jadąc na 3 tygodnie do USA miałem ubezpieczenie uwzględniające sporty ekstremalne z franszyzą redukcyjną w wysokości 5.000 USD, z kwotą ubezpieczenia w wysokości miliona dolarów na ewakuację, bez ograniczeń na leczenie w sieci partnerskiej i z ograniczeniem do miliona dolarów poza siecią partnerską ubezpieczyciela za… 26 USD co było kwotą niższą niż ubezpieczenie na 100.000 USD bez franszyzy integralnej oraz bez sportów ekstremalnych.

Podobnie możecie zrobić z ubezpieczeniem nieruchomości. Czy będziecie zgłaszać do ubezpieczyciela kradzież starego laptopa i porcelany? Ile spodziewacie się uzyskać pieniędzy w takim wypadku? Może warto zabezpieczyć się przez znaczącymi wypadkami, a w zakresie kwot dla nas akceptowalnych postawić na samoubezpieczenie? Sam mieszkam w bardzo ograniczonych warunkach i rozglądając się największą wartość ma mój laptop, telefon i kolekcja whisky. Nie są to jednak kwoty, których się szczególnie obawiam, dlatego nie ubezpieczam mieszkania ani mienia w mieszkaniu.

Podobnie, mam dużo zrozumienia dla ubezpieczenia medycznego czy pakietu medycznego, zwłaszcza w kontekście wydarzeń z ostatnich miesięcy. Sam nie posiadam prywatnego ubezpieczenia, jednak korzystam z ubezpieczenia medycznego oferowanego przez mojego pracodawcę, które jest w zupełności wystarczające na moje potrzeby. Ciężko mi jest się postawić w sytuacji, gdy go nie mam, gdyż korzystam z niego od niemal 6 lat i nie wiem jakbym się zachował, gdyby mój pracodawca przestał je oferował / zmieniłbym pracodawcę na takiego, który go nie oferuje.

Uważam, że jeżeli kupujesz telefon, kamerkę sportową, biżuterię czy inne dobra, których zgubienie skutkowałoby znaczącym pogorszeniem Twojej sytuacji finansowej to… w pierwszej kolejności powinnaś/powinienieś zastanowić się czy stać Cię na ten zakup. Uważam, że ubezpieczenia oferowane w marketach przy okazji zakupu sprzętów czy biżuterii są jednymi z gorszych możliwych ubezpieczeń. Jedyny moment, kiedy można rozważyć ich zakup to jeżeli jako fotograf wydajemy wszystkie swoje oszczędności na zakup profesjonalnego aparatu do prowadzonej przez nas działalności zarobkowej – lecz wtedy także zastanowiłbym się, gdzie i jak najlepiej kupić takie ubezpieczenie (temat na osobny wpis).

Jest jeszcze jeden rodzaj ubezpieczenia, który warto rozważyć i o którym mówiłem że mogę niedługo zmienić do niego podejście. Jest to ubezpieczenie na życie. Statystycznie ubezpieczenie na życie kupuje się w 2 przypadkach: przy zaciąganiu kredytu hipotecznego (bardziej w celu obniżenia marży lub prowizji kredytującego banku, a nie dla realnej ochrony) lub przy narodzinach pierwszego dziecka (w celu zapewnienia realnej ochrony finansowej rodzinie). Mimo, że nie spodziewam się dziecka w najbliższej przyszłości to nie wykluczam dokładniejszego rozejrzenia się za ubezpieczeniam na życie w przypadku zmiany warunków. Nie zakładam, że to zrobię, ale wierzę że nastąpi wtedy ponowne przeanalizowanie mojej sytuacji.

A jakie jest Twoje podejście do ubezpieczeń?

Dodaj nowy komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *